Wywiad z prezesem fundacji

 
 

Zapraszamy do lektury rozmowy Lucyny Róg z Kamilem Nawiskim zaraz po objęciu funkcji prezesa naszej organizajci. 

Wywiazd ze strony www.pwr.edu.pl

 

Fundacja Rozwoju Politechniki Wrocławskiej od początku lipca ma nowego prezesa. Tę funkcję objął Kamil Nawirski, który przez ostatnie pięć lat kierował Fundacją Manus

Rozmowa z Kamilem Nawirskim, prezesem Fundacji Rozwoju Politechniki Wrocławskiej

Lucyna Róg: - Po Fundacji Manus przejąłeś kierowanie Fundacją Rozwoju Politechniki Wrocławskiej. Choć to także organizacja pozarządowa działająca przy Politechnice Wrocławskiej, to jednak czekają cię zupełnie nowe wyzwania.
Kamil Nawirski: - Tak, bo to zupełnie inne organizacje. Fundacja Rozwoju Politechniki Wrocławskiej powstała na początku lat 90., a dokładnie w 1993 r. Miała zająć się pozyskiwaniem dodatkowych środków na działalność naszej uczelni, bo wówczas dotacje rządowe były bardzo niskie. Z biegiem lat sytuacja się zmieniała, a razem z nią zadania fundacji. Zawsze jednak oscylowały wokół nauki i kwestii socjalnych, bo Fundacja Rozwoju PWr wspiera przede wszystkim kadrę naukową i administrację uczelni oraz prowadzi działalność zapomogową, np. pomagając będącym w potrzebie pracownikom  Politechniki Wrocławskiej. Prowadzi też fundusz wsparcia dla studentów z niepełnosprawnością, którzy osiągają wysokie wyniki w nauce.
Tymczasem Manus został powołany w 1995 r. z inicjatywy  Samorządu Studenckiego. Od samego początku fundacja miała pomagać samorządowi i innym aktywnym studentom zrzeszonym w kołach, agendach i organizacjach. Ta pomoc to różne działania, choćby kwestie rozliczeń finansowych, prowadzenie klubu dziecięcego czy służenie poradami organizacyjnymi.
Z racji specyfiki obu tych organizacji, w Fundacji Rozwoju PWr zajmuję się innymi zadaniami i problemami niż w Manusie. Jedno mogę powiedzieć – czeka mnie dużo pracy, ale jestem w dużo lepszej sytuacji niż kilka lat temu, gdy zaczynałem swoją pracę w Manusie. Tam już na początku zostałem ze wszystkimi problemami sam, bo fundację opuściło wielu członków zarządu i trzeba ją było wyprowadzić z problemów finansowych. W Fundacji Rozwoju PWr mogę liczyć na dużą pomoc jej poprzedniego prezesa, Kazimierza Pabisiaka.

W ostatnich latach Fundacja Rozwoju PWr skupiła się głównie na funduszu wsparcia studentów z niepełnosprawnością. 
Chcę to rozwinąć. Mam już plany związane z otwarciem kolejnych dwóch funduszy – wspierającego młodych naukowców i funduszu służącego poprawie zaplecza dydaktycznego.

Na czym będą się opierać?
Podobnie jak w przypadku funduszu wsparcia studentów z niepełnosprawnością – na fundraisingu, czyli pozyskiwaniu pieniędzy od darczyńców – a zatem nie od sponsorów i nie w ramach barterów, a od osób, które w dobrej wierze chcą wesprzeć uczelnię.
Chcecie skorzystać z modelu amerykańskiego, w którym absolwenci, w ramach podziękowań dla swojej uczelni, wpierają ją, gdy sami osiągną sukces?
Wierzę, że taki model ma szansę rozwinąć się także w Polsce. Skoro uczelnia dała mi solidne wykształcenie i pozwoliła się rozwinąć, np. finansując działania mojego koła naukowego, mój udział w międzynarodowych konkursach czy dając mi okazję do uczestnictwa w szkoleniach i warsztatach itp., to teraz, kiedy mam dobrą pracę i świetnie zarabiam, mogę chcieć pomóc miejscu i ludziom, którzy pozwolili mi osiągnąć sukces.
Oczywiście wprowadzenie takiego modelu i wypromowanie takiego sposobu myślenia, będzie wymagało od nas ogromu pracy. 

A tak konkretniej – w jaki sposób zamierzacie skłonić Kowalskiego, żeby pomógł uczelni w wyposażeniu nowego laboratorium albo wsparł doktorantów z ciekawymi projektami naukowymi?
Pozyskiwanie darczyńców to cały proces opierający się w dużej mierze na relacjach i na pokazywaniu, co dobrego robimy jako Politechnika Wrocławska i jako fundacja. I uświadamianiu, ile moglibyśmy zrobić, gdybyśmy mieli ku temu możliwości, przede wszystkim finansowe. 
Od 10 lat mamy już fundusz ze stypendiami dla studentów z niepełnosprawnością, co pokazuje, że wokół nas są ludzie, którzy chcą nas wspierać. Mam więc nadzieję, że i otwarcie kolejnych funduszy nam się uda. Z każdym rokiem powinno być też łatwiej, bo w świadomości dzisiejszych studentów będziemy się starali utrwalić przekonanie, że jest taka fundacja, która robi dobre rzeczy dla nas wszystkich - dla ludzi, którzy związali swoje życie z Politechniką na kilka albo i na kilkadziesiąt lat. I później ci studenci, już jako absolwenci, będą kojarzyć nas i być może zechcą wesprzeć nasze działania.

Zatem działania długofalowe.
To bardzo ważne, by udowodnić, że pieniądze przekazane naszej fundacji, zwrócą się nam wszystkim z nawiązką, bo dzięki nim rozwinie się uczelnia, a nasi absolwenci będą mieli jeszcze większe szansę na zdobywanie nowych doświadczeń i prowadzenie zaawansowanych projektów. W efekcie zyskamy świetnych inżynierów i naukowców, a nasza uczelnia będzie utrzymywać pierwsze pozycje w Polsce i zdobywać coraz wyższe w światowych rankingach. A o to nam wszystkim chodzi.

Wydajesz się pewny powodzenia tego planu. 
Przez pięć lat działałem w Polskim Stowarzyszeniu Fundraisingu i dużo się tam nauczyłem, a przede wszystkim poznałem zawodowych fundraiserów, m.in. z Polskiej Akcji Humanitarnej czy osobę odpowiedzialną za zbieranie funduszy na budowę Muzeum Historii Żydów Polskich. Miałem też okazję, by porozmawiać z przedsiębiorcami, którzy w ramach swoich działań CSR-owych zostają darczyńcami. To pozwoliło mi zrozumieć ich motywacje. 
Oczywiście pozyskiwanie pieniędzy na uczelnię jest zdecydowanie trudniejszym wyzwaniem niż choćby na budowę studni w afrykańskich miejscowościach pozbawionych wody. Łatwiej chwycić za serca i uświadomić ludziom potrzebę wsparcia danej sprawy, gdy dotyczy np. dziecka w chorobie, bezdomnych zwierząt czy rodziny, która straciła wszystko w pożarze. Dużo trudniej pokazywać długofalowe efekty pomocy uczelni. Ale nie jest to niemożliwe. Wymaga tylko więcej zaangażowania i dobrego przygotowania, by właściwie zaprezentować potrzeby uczelni.

Ty wiesz o nich dużo, jako że z Politechniką Wrocławską jesteś związany już od ponad 10 lat. 
Może to zabrzmi nieskromnie, ale chyba mogę powiedzieć, że jak na młodą osobę, mam relatywnie duże doświadczenie związane z naszą uczelnią. Zbierałem je od pierwszych lat studiów, m.in. w Samorządzie Studenckim – jako jego przewodniczący i studencki senator. Dzięki temu poznałem funkcjonowanie uczelni od środka, a wiele uczelnianych spraw stało mi się bliskie. Potem był już Manus i – co się z tym wiąże – zarządzanie organizacją pozarządową z budżetem 3 mln zł, praca z ludźmi, realizowanie projektów itd. Sporo nauczyłem się też, działając ogólnopolsko w Parlamencie Studentów Rzeczpospolitej Polskiej i  Forum Uczelni Technicznych. Jestem pewien, że to doświadczenie będzie mi teraz pomagać w fundacji.

Czemu zdecydowałeś się pozostać na uczelni? Z dyplomem inżyniera i doświadczeniami menedżera nie miałbyś problemów ze znalezieniem ciekawej pracy w biznesie.
Już na trzecim roku studiów doszedłem do wniosku, że bliższe mi są działania menadżersko-organizacyjne i działalność społeczna niż praca jedynie przed komputerem jako projektant. Od bardzo dawna angażuję się w najróżniejsze wolontariaty –  jako nastolatek byłem np. związany ze Stowarzyszeniem Edukacja pod Żaglami i wtedy po raz pierwszy, w wieku 15 lat, uczestniczyłem w organizacji targów. Później byłem harcerzem i zajmowałem się przez siedem lat zuchami. Byłem też związany z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, działałem w sztabie, potem byłem zastępcą szefa wrocławskiego sztabu, aż w końcu w 2007 r. zorganizowałem sztab przy PWr. Myślę, że nie odnalazłbym się dzisiaj w pracy w firmie, której jedynym celem byłoby osiągnięcie jak największego zysku.

Mówiliśmy o planach stworzenia nowych funduszy, ale to z pewnością nie jest twój jedyny pomysł na nowe działania fundacji?
Chcemy rozwinąć naszą działalność związaną z organizacją konferencji naukowych. Możemy nie tylko je rozliczać, czyli m.in. zajmować się tak uciążliwymi kwestiami jak przelewy z zagranicy czy wystawianie faktur, ale także przejąć kwestie organizacyjne – wybór gadżetów, cateringu itp.
Planuję też organizowanie szkoleń skierowanych do przedsiębiorców i ich pracowników, które realizowaliby nasi naukowcy. To mogłyby być branżowe - specjalistyczne szkolenia np. w sytuacji, gdy zmienia się ustawa regulująca jakiś ważny aspekt albo szkolenia z konkretnych umiejętności, jak certyfikowane kursy AutoCADa czy innych specjalistycznych programów.
Jednym z pomysłów jest też rozwinięcie wolontariatu pracowniczego. Moglibyśmy np. poprosić emerytowanych pracowników naszej uczelni o zaangażowanie się w promocję Politechniki Wrocławskiej w liceach i gimnazjach, czyli na tym etapie edukacji, kiedy uczniowie podejmują decyzję czy wolą w swoim życiu więcej matematyki i fizyki czy może jednak nie. 
Nie zabraknie też akcji charytatywnych – jak choćby ostatnia „Książka jak lek” – organizowana przez Fundację Siła Uśmiechu, w której włączyliśmy się w zbiórkę książek dla małych pacjentów Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego im. Gromkowskiego we Wrocławiu. Udało nam się zebrać kilkaset tomów. Jesienią pewnie zaangażujemy się w drugą edycję.

Rozmawiała Lucyna Róg

Fundator Politechnika Wrocławska